W minioną niedzielę, 17 września 2017 roku spędziliśmy czas na zabawie z domieszką adrenaliny podczas drugiego spaceru rodzinnego, który w tym roku nosił nazwę „Tropem Obrońców Gdyni 1939”.

Idea organizacji takich imprez zrodziła się w OPEC. Chcieliśmy podzielić się z mieszkańcami naszymi wartościami, pokazać, że jesteśmy przedsiębiorstwem, które ma misję i hołduje wartościom, nie tylko związanym z osiąganiem za wszelką cenę zysku finansowego. W OPEC staramy się promować zdrowy tryb życia, który realizujemy poprzez wewnętrzne programy dla pracowników jak i wsparcie dla imprez sportowych i rekreacyjnych, kierowanych do ludzi mieszkających na obszarze naszej działalności. Kolejną wartością przez nas promowaną jest patriotyzm. Jako spółka w 100 % polska, z 56-letnią tradycją, staramy się zwracać uwagę na to, że patriotyzm to także uczciwa i rzetelna praca na rzecz społeczeństwa. Popieramy także ideę pamięci historycznej, na przykład poprzez wsparcie dla żołnierzy Armii Krajowej czy współpracę przy stworzeniu makiety ORP Błyskawica.

Do współpracy udało nam się pozyskać wspaniałych ludzi, uczelnie i instytucje, które myślą podobnie i zależy im na społecznym zaangażowaniu. Honorowym patronatem imprezę  objął Prezydent Miasta Gdyni Wojciech Szczurek. Głównym organizatorem był duet radnych Gdyni: Janina Wasylka i Jarosław Kłodziński. Ogromne wsparcie zawdzięczamy Akademii Marynarki Wojennej, niezawodnie mogliśmy liczyć na wsparcie Rektora – Komendanta Tomasza Szubrychta oraz dr. Radosława Tyślewicza. Zaangażowała się także Akademia Morska, ZHP Hufiec  Gdynia, CKZiU nr2 oraz młodagdynia.pl. O należną oprawę imprezy zadbały także grupy rekonstrukcyjne pod dowództwem kmdr. Sebastiana Dragi.

Opis imprezy

Spotkaliśmy się wcześnie rano na Skwerze Arki Gdynia. Tam po krótkiej prelekcji na temat historii Gdyni ruszyliśmy podzieleni na drużyny w kierunku Stanicy Harcerskiej, gdzie czekały pierwsze zadania. Odnalezienie zapałek, rozpalenie ogniska okazały się banalnie proste. Dalej już tak prosto nie było… Kolejny przystanek to Polanka Redłowska, tu chwila odpoczynku przy wystawie mobilnej poświęconej II Wojnie Światowej, a następnie nauka musztry, rzut granatem do celu, przenoszenie rannych na noszach, przyszywanie guzików do mundurów. Zadania wydawały się proste i tylko takie się  wydawały.  Musztra szybko pokazała, że obrót w prawo to nie dla wszystkich jest ten sam kierunek, a rzucić granatem daleko i do celu to już bez mała ekwilibrystyka. Dalej uczestnicy mieli do przejścia (nie zawsze suchą nogą) 12 km po wyznaczonych drogach na terenie popularnie zwanych Klifów. W wyznaczonych miejscach spisywali kody, zbierali puszki z jedzeniem, z którego potem przygotowali posiłki oraz liczyli np. ukryte zbiorniki. Dużym zaskoczeniem był patrol wojskowy w mundurach z okresu II Wojny Światowej, który przeprowadzał kontrolę dokumentów. Uczestnicy imprezy zdążyli przywyknąć już do mundurów, ale przypadkowi turyści, szczególnie zagraniczni, schodzący w tym miejscu z lasu na plażę nerwowo szukali paszportów lub po cichu się wycofywali. W Orłowie przy molo czekało zadanie, które przyprawiło wszystkich o szybsze bicie serc. W parach należało ubrać jedną osobę w pełny strój OP-1 wraz z maską gazową. Następnie w tym stroju trzeba było wejść w małe pomieszczenie, całkowicie ciemne i wypełnione dymem. Ze środka należało wynieść pakunek, który był niezbędny do wykonania następnych zadań. Tu wykazały się szczególnym zaangażowaniem uczestniczki, które bohatersko wypchnięte przez sowich kolegów na ochotnika pokazały, że strach jest im obcy. Obce niestety także bywało poczucie kierunków, podpowiedź sugerująca poszukiwania w lewej części pomieszczenia niekoniecznie pomagała. Marsz zakończył się w Adventure Park, w Kolibkach. Przy czym był to koniec marszu, a zarazem początek bardziej ekstremalnych zadań. Strzelnice były miłym odpoczynkiem, natomiast przeprawa na linie, nad wodą odpoczynkiem już nie była, a w myśl zasady co ma wisieć, nie utonie, spora część uczestników sprawdziła głębokość sadzawki pod liną przy aplauzie członków grup konkurencyjnych. Ścianka wspinaczkowa także dostarczyła dużo wrażeń, szczególnie wspinającym się ponad 10 metrów w górę. Do zadań sprawnościowych nieoczekiwanie włączyli się podchorążowie – dowódcy drużyn, którzy widząc swoich ludzi w potrzebie ruszyli z pomocą. Dwie panie były bezkonkurencyjne i pokonywały zadania w tempie, o którym męska część wyprawy woli zapomnieć. Jednym z ostatnich i chyba najbardziej wyczekiwanych zadań był zjazd na tyrolce, składający się z czterech odcinków; najszybszego, najdłuższego, najkrótszego i najgorszego. Nazwa tego ostatniego wzięła się z tego, że był ostatni i kończył zmagania drużyn. Na zakończenie odbyło się podsumowanie i wręczenie medali, pamiątkowe zdjęcia. Uczestnicy mogli skosztować prawdziwej wojskowej grochówki, która prawdopodobnie nigdy wcześniej im tak nie smakowała. W tym ekstremalnym spacerze brały udział osoby w różnym wieku. Nie zdradzimy wieku najstarszych, ale uwierzcie, że zasługują na podziw. Najmłodszy uczestnik urodził się w lutym tego roku  i pokonał trasę w nosidełku u mamy. Jego nieco starszy brat również w nosidełku zamontowanym na plecach taty. Natomiast trzeci młodziutki członek rodziny maszerował dzielnie na własnych nóżkach.

Wszyscy uczestnicy z uśmiechem na twarzach sprostali różnorodnym zabawom. Dziękujemy za wspólnie spędzony czas.

Galeria zdjęć 1 (Dawid Czechowski)
Galeria zdjęć 2 (Anna Herman)
Wszystkie zdjęcia do pobrania jako archiwum ZIP (103 MB)

Drukuj